Relacje
Kobyle Caco na TransCarpatii i ja... (czyli relacja żony uczestnika - polecamy!!!)There are no translations available. TransCarpatią zaczęłam żyć zeszłej zimy....i żyję nią nadal... „Kochanie jedziemy z Wowerem na TransCarpatie, co ty na to ?” usłyszałam któregoś wieczoru. „Ok.” – powiedziałam, zupełnie nieświadoma jakie zabarwienie ma ten maraton, w końcu każdy ma marzenia, a ja je szanuję. Historię z maratonem podzieliłabym na kilka etapów naszego małżeńskiego pożycia. Read more...
Relacja Filipa Pionteckiego z TC 2005There are no translations available. To była nieziemska impreza! Cropp też tam był. Siedem maratonów górskich dzień po dniu w błocie, po kamulcach, korzeniach, pełzając kilka kilometrów pod górę z rowerem na plecach, rozpalając tarczówki do czerwoności z góry. Nazwaliśmy nasz team DOGS COCKS czyli Psie ....piiiiip! A to dlatego, że chcieliśmy się zwycierać jak ostatnie burki. Spokornieć, nabrać dystansu do życia, sprawdzić swoją wytrzymałość fizyczną i psychiczną, sprzęt. Udało się. Pierwszego dnia z Ustrzyk Dolnych wystartowało 148 zespołów a siódmego dnia do Zakopca zjazdem z Szymoszkowej dotarło 102. Razem prawie 500 km przez najwyższe pasma Bieszczad, Beskidów, Gorców i Tatr. Relacja Jakuba Stępnia z TC 2005There are no translations available. Piątek - 19 sierpnia Kielce - Ustrzyki Dolne - 285km Kobi (Michał Kobus - mój teamowy partner) urywa się z pracy, ja się pakuję. Sprzęt przygotowany: plecak duży, plecak na rower i reszta klamotów spakowana. Do końca nie wiemy, co nas czeka. Wyjeżdżamy samochodem ok. godziny 11. W Ustrzykach jesteśmy ok. 16:45. Na miejscu pełno już maniaków podobnych do nas. W biurze dostajemy numery startowe, identyfikatory, ubezpieczenie NNW, bidony, mapy, chip do pomiaru czasu.O 20 zaczyna się odprawa. Marcin Rygielski - organizator - niby żartuje ale jednak straszy. W końcu to 441 km przez góry. Dostajemy numery komórkowe GOPR i kilka innych na wypadek nieszczęść czekających nas na trasie. Relacja Szymona Ciarkowskiego z TC 2005There are no translations available. Prolog Ustrzyki Dolne, 7.08 CET. Jest przepiękny sierpniowy poranek w Bieszczadach. Ze zdewastowanego przez celników i drobnych przemytników pociągu relacji Sanok-Charków wysiada dwudziestokilkuletni mężczyzna, wyraźnie zmęczony ponad 15-godzinną podróżą z drugiego końca kraju. Z wagonu uprzejmi podróżni podają mu górski rower; na plecy zakłada pokaźnych rozmiarów plecach z ekwipunkiem na tygodniową wyprawę, w połowie wypełniony zapasowymi komponentami. Z zadowoleniem wciąga haust świeżego, górskiego powietrza, jakżeż innego od charakterystycznego dworcowo-kolejowego zaduchu, którym przesiąkł w toku podróży. Pomimo znużenia, spowodowanego również nie-przespaną nocą, mężczyzna jest pełen życia i energii, widać wyraźnie, że pobudza go adrenalina przed czekającym wyzwaniem. Po krótkim zasięgnięciu języka u miejscowych ru-sza na umówione spotkanie. Veni, Vidi i niekoniecznie Vici - TransCarpatia po MaruderskuThere are no translations available. Piątek popołudnie, rejestracja w biurze zawodów przebiega szybko i sprawnie. Otrzymujemy numery startowe, identyfikatory, chipy oraz wejściówki na pasta party połączone z odprawą techniczną. Zaraz potem udajemy się do pensjonatu gdzie mamy zarezerwowany nocleg. Okazuje się, że mieszkają tam też inni uczestnicy,między innymi 3 team’y BikeBoard’u. Popołudnie mija nam na dyskusjach z uczestnikami oraz sprawdzaniu rowerów. O godzinie 20-tej Urząd Miejski pęka w szwach. Na sali siedzi 300 osób, z których większość trzyma w dłoniach makaronopodobny posiłek. Dostajemy mapy na etap 1, M. Rygielski prowadzi odprawę. Zaraz potem znikamy w pokojach, żeby się wyspać… |

